Listy z Iwo Jimy - Letters from Iwo Jima (2006)
Produkcja: USA,
Gatunek: Dramat, Wojenny
Data premiery: 2007-03-09 (Polska) , 2006-11-15 (Świat)
Reżyseria: Clint Eastwood
Scenariusz: Paul Haggis, Iris Yamashita
Muzyka: Kyle Eastwood, Michael Stevens
Zdjęcia: Tom Stern
Czas trwania: 141
dystrybucja: Warner Bros.
Obsada:
Ken Watanabe: Generał Tadamichi Kuribayashi
Kazunari Ninomiya: Saigo
Tsuyoshi Ihara: Baron Nishi
Shido Nakamura: Porucznik Ito
Hiroshi Watanabe: Porucznik Fujita
Yuki Matsuzaki: Nozaki
Toshi Toda: Pułkownik Adachi
Nae: Hanako
Evan Ellingson: Młody Marine
I inni...
| |
Po drugiej stronie frontu
Iwo Jima to niewielka wysepka położona w połowie drogi między archipelagiem Marianów a Japonią. Gdyby w 1945 roku Amerykanie zdołali ją opanować, stałaby się nie tylko pierwszym skrawkiem japońskiego lądu przejętego przez najeźdźcę zza oceanu, ale przede wszystkim idealną amerykańską bazą wypadową do nalotów na Tokio. Ten niewielki kawałek piaszczysto - skalistej ziemi dzięki specyficznemu ukształtowaniu terenu został zmieniony w twierdzę i broniony był przez dwudziestodwutysięczny japoński korpus. Przez niemal czterdzieści dni azjatyccy patrioci odcięci od dostaw amunicji i żywności odpierali ataki przeważających sił wroga. Walczyli o Iwo Jimę w desperacji, bez nadziei na odsiecz.
Chytry hollywoodzki lis, Clint Eastwood, wykorzystując wzbudzający emocje wojenny temat zrealizował niemal jednocześnie nie jeden, a dwa filmy opowiadające o arcydramatycznej bitwie o Iwo Jimę. Pierwszym był „Sztandar chwały” (dwie nominacje do Oscara), następnym „Listy z Iwo Jimy” (cztery nominacje i jedna statuetka za najlepszy montaż). Obie produkcje ukazują walki z punktu widzenia „swoich” oraz „wrogów”, przy czym utożsamianie się z obrońcami lub z najeźdźcami zależy od punktu widzenia. W ten sposób oglądając „Sztandar chwały” za „naszych” uważamy Amerykanów, natomiast w „Listach z Iwo Jimy” kibicować będziemy Japończykom. Uważam to za ogromny sukces Eastwooda, któremu udało się sterować sympatią widza wobec obu stron konfliktu. Okazuje się, że przeciwnicy to też zwykli ludzie, którzy po prostu stali się ofiarami historii.
Scenariusz „Sztandaru...” powstał na podstawie książki pod tym samym tytułem opisującej losy uczestnika bitwy, Johna Bradleya. Znalazł się on w grupie, którą uwieczniono na jednym z najsłynniejszych zdjęć II Wojny Światowej - żołnierzy USA wznoszących ojczystą flagę na zdobytym wzgórzu Suribachi. Z kolei podstawą „Listów z Iwo Jimy” była korespondencja generała Tadamichi Kuribayashi, dowódcy obrońców wyspy.
- Amerykanie przewyższają nas liczebnie, ale mamy wielką zaletę, jaką?
- Amerykanie mają słabszą wolę i są gorsi od japońskich żołnierzy!
- Bardzo dobrze! Dlaczego tak jest?
- Nie mają dyscypliny i pozwalają, aby emocje kolidowały z obowiązkiem!
„Listy...” w fenomenalny sposób przedstawiają hierarchię japońskiego wojska, mentalność dowódców i żołnierzy, zasady panujące w armii, aż wreszcie dramat prostego szeregowca nie mającego na nic wpływu. Mamy okazję dowiedzieć się, że jeszcze w XX wieku w japońskiej armii nadal stosuje się samurajski przykaz honorowej śmierci samobójczej, a szeregowi żołnierze chcąc sprostać wymaganiom przełożonych walczą dla kraju świadomie podpisując na siebie wyrok śmierci. Eastwood otwiera widzom oczy. Uświadamia, że wrogi Amerykanom naród tworzą tacy sami ludzie, posiadający marzenia, plany i nienawidzący wojny. Sprawia to, że choć los bohaterów filmu jest doskonale znany, ich poczynania obserwuje się z dużym podziwem i współczuciem.
"Żaden z was nie może zginąć, zanim nie zabije 10 żołnierzy przeciwnika"
Centralną postacią filmu staje się jednak generał Kuribayashi. Był on postacią historyczną, dzięki której stojący na straconej pozycji Japończycy byli w stanie bronić się długo ponad miesiąc. W kluczową rolę generała ze świetnym skutkiem wcielił się znakomity japoński aktor, Ken Watanabe, znany choćby z produkcji „Ostatni Samuraj” Edwarda Zwicka. Kuribayashi okazał się bohaterem tragicznym. Jego historię poznajemy z retrospekcji, które przedstawiają go jako przedstawiciela japońskiego rządu przebywającego w USA. Przez wiele lat mieszkał w Ameryce, gdzie głośno opowiadał się przeciwko wojnie, gdzie miał wielu serdecznych przyjaciół. W obliczu konfliktu staje jednak po stronie Cesarza i walczy przeciwko niedawnym towarzyszom.
Obraz został zrealizowany w monochromatycznej tonacji. Na ekranie nie buchają zatem jaskrawe barwy bitewnych eksplozji znane ze współczesnych produkcji wojennych. Klimatyczne zdjęcia obrazują za to surową aurę pacyficznej wyspy. Co ciekawe w „Listach...” zabrakło scen zbiorowych. W filmie Eastwooda nie ujrzymy zrealizowanych z rozmachem sekwencji batalistycznych. Jednak świadomość walki Japończyków z Amerykanami, tworzona przez dialogi i słyszane w oddali odgłosy armat, nadają poczucie ciągłości walk. Widz nawet nie widzi Amerykanów. Azjaci ograniczają się do rozmów o nich prowadząc walkę w osłonie wulkanicznych bunkrów.
Nie da się ukryć, że aby w pełni zrozumieć intencje Eastwooda należy obejrzeć oba filmy opowiadające historię bitwy o wyspę Iwo Jima. O ile w „Sztandarze chwały” reżyser skupił się na losach grupki żołnierzy, którzy nie potrafią sobie poradzić z rolą narodowego bohatera, o tyle w „Listach...” spotykamy młodych ludzi, których dopiero wojna uczy co znaczy poświęcenie dla ojczyzny. Oba filmy stanowią świadectwo okrucieństwa i bezsensu wojny, która dokonuje nieodwracalnych zmian w ludziach. W ludziach, którzy w następstwie nie są w stanie uwolnić się od przeszłości i nigdy nie odzyskują spokoju ducha.
Ocena Filmu: 
* recenzję napisałem w dniu swoich 28 urodzin

By Tcharekh
Nadesłane dnia: 2010.02.03
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Przeczytaj również:
Sztandar chwały – Flags of our Fathers (2006)
Dodane: Środa, Luty 03, 2010 Recenzent: Tcharekh Wynik:     odsłon: 350 Język: pol
|